Przez lata przewinęło się u mnie sporo systemów CMS. Jedne były modne, inne „szybkie do postawienia”, jeszcze inne polecane przez kogoś, kto „robił na tym trzy projekty i było okej”. I wiesz co? Po tym całym technologicznym tour de force zawsze wracam do Drupala. Trochę jak do starego, dobrze znanego warsztatu — może nie pachnie nowością, ale dokładnie wiem, gdzie leży każdy klucz.
Drupal to, w największym skrócie, system zarządzania treścią, który od początku był projektowany nie jako blogasek czy strona-wizytówka, tylko jako platforma do budowania złożonych aplikacji webowych. CMS, który nie obraża się, kiedy chcesz go wykorzystać do czegoś więcej niż „aktualności i kontakt”. I to czuć od pierwszego kontaktu.
Moja historia z Drupalem zaczęła się dość wcześnie, bo około 2010 roku. Pierwszy projekt — strona (a właściwie już wtedy coś więcej niż strona) dla firmy medycznej prowadzącej dedykowane szkolenia z pierwszej pomocy. Na stole leżał klasyczny dylemat: pisać coś całkowicie od zera czy użyć gotowego CMS-a i go dostosować. Po analizie dostępnych opcji wybór padł na Drupala. Trochę wbrew modzie, trochę intuicyjnie. I był to, co tu dużo mówić, zaskakująco dobry wybór. W krótkim czasie udało się wyprototypować działającą aplikację, która spełniała wymagania biznesowe, była stabilna i dawała się rozwijać bez walki z systemem.
Później przyszły czasy korporacyjne. Moje pierwsze aplikacje w dużej organizacji też powstawały w PHP, a cały stack technologiczny był bardzo przyjazny dla rozwiązań z tego ekosystemu. W pewnym momencie dostałem zadanie „specjalne”: naprawić stary CMS, który pełnił rolę intranetu dla całej firmy. Problem polegał na tym, że był to intranet oparty na historycznej wersji Joomli — takiej, której nie dało się już ani sensownie aktualizować, ani bezpiecznie rozwijać. Każda próba dodania nowej funkcjonalności przypominała operację na otwartym sercu… łyżką.
Zamiast udawać, że da się to jeszcze uratować, wyszedłem z inicjatywą postawienia nowego intranetu opartego na Drupalu. Z pełnym zestawem założeń: integracja z LDAP, pełne SSO, role, uprawnienia, bezpieczeństwo na poziomie korporacyjnym. Skala? Kilka tysięcy użytkowników. Wymagania? Długie jak regulamin pracy w korpo. Wyzwanie było konkretne, ale po kilku miesiącach intensywnej pracy projekt dowieziony. Intranet działał przez wiele, wiele lat jako centralne miejsce dla całej organizacji. Do tego dochodziły kolejne duże moduły: systemy zakupowe z licytacjami, rozbudowane aplikacje do zapisów na eventy firmowe. Drupal to wszystko udźwignął bez marudzenia.
Jak każda aplikacja — w końcu został zastąpiony innym narzędziem. Ale jest w tym wszystkim mały smaczek. Do dziś słyszę od ludzi, że był to najlepszy intranet, z jakim mieli okazję pracować. Niby drobiazg, a jednak człowiekowi robi się cieplej na serduchu.
Później były inne technologie, inne systemy, inne CMS-y. Ale idea Drupala — jego architektura, sposób myślenia o danych, o strukturze treści, o rozszerzalności — została ze mną na długo. Nawet pisząc aplikacje od zera albo pracując z innymi systemami, łapałem się na tym, że próbuję implementować te same zasady.
Dziś, po latach pracy z naprawdę różnymi rozwiązaniami, wracam do Drupala z uśmiechem. Pracuje się w nim po prostu dobrze. Wiele modułów to kawał solidnej roboty — Views to klasyk, który nadal robi dokładnie to, co powinien, i robi to świetnie.
Często słyszę, że „WordPress jest lepszy”. Może dla kogoś. Ja tego nie czuję. Gubię się w gąszczu pluginów, zależności i „małych rozszerzeń”, które nagle okazują się krytyczne. Chcesz zrobić prostą rzecz — instalujesz dwa pluginy, coś dokodowujesz, coś przestaje działać po aktualizacji. Niby szybko, a jednak nie do końca.
W Drupalu też trzeba się napracować. Tylko że ta praca jest jakaś… bardziej naturalna. Bardziej przewidywalna. Jak już zrozumiesz, jak ten system myśli, to nagle okazuje się, że daje ogromne możliwości bez ciągłego obchodzenia go bokiem.
Dlatego ten blog stoi na Drupalu. I dlatego za każdym razem, gdy widzę listę znanych modułów i wiem, co można z nich wycisnąć, mam ten sam uśmiech co lata temu. Stare, dobre narzędzie. Po prostu.